Zapowiedzi

2010
04.14

Rajd Lajkonika 2008 – Maluchami do Mongolii

Z uczestnikiem wyprawy – Damianem Klimowicz rozmawia Anna Piękoś

1. Dlaczego za cel swojej podróży wybraliście właśnie Mongolie?

Trudno powiedzieć… Przede wszystkim jeden z nas (bodajże  Rafał) oglądnął kiedyś program o tym kraju i się nim zafascynował. Potem zaczęły się rozmowy o Mongolii, która jawiła się nam jako niemalże drugi koniec świata – odległy i nieosiągalny. Tak rodziły się marzenia. W trakcie licznych spotkań temat wielokrotnie wracał w stylu „fajnie by było….”, ale nikt z nas chyba tak naprawdę nie wierzył w możliwość pojechania tak daleko. Z czasem w trakcie tych rozmów zaczęliśmy się nawzajem mobilizować do działania i tak na jednym z posiedzeń przy piwie zapadła decyzja – jedziemy!

2. Pojechaliście w ósemke, możesz opowiedzieć nam coś o pozostałych uczestnikach wyprawy?

Może zacznę od kobiet. Dorota lub jak ktoś woli Natka to żona, a wtedy jeszcze dziewczyna Wrotka (o którym za chwilkę). Dorota jako najwytrwalsza kobieta, zawsze była w stanie znosić nasze piwne pogawędki. Dzięki temu praktycznie zawsze była chętna na wyjście z nami i uczestniczyła w wielu tzw. „pogawędkach o marzeniach”. Myślę, że dlatego złapała od nas „bakcyla”.

Jej chłopak – Marcin zwany także „Wrotek” to osoba bez której spotkania nigdy nie byłyby takie same. On i Rafał to para dobrych kolegów, którzy zawsze podrzucą jakiś niebanalny temat do rozmów. Tak też było z pierwszą rozmową o Mongolii, a następnie z rozmowami o podróżach, z których  relacje znaleźli w internecie i czytanych przez siebie książkach. Doprowadziło to wkońcu do konkretnych rozważań niezbędnych w czasie przygotowań.

Rafał był naszym głównym organizatorem oraz można powiedzieć rzecznikiem odpowiedzialnym za kontakt z mediami i sponsorami.

Kolejną kobietą uczestniczącą w wyprawie była Marta, której właściwie nikt z nas oprócz Czusa nie znał wcześniej. Koleżanka z podkarpacia dowiedziała się o wyprawie przypadkiem i bez dłuższego zastanowienia postanowiła do nas dołączyć. To osoba spontaniczna, a zarazem niezwykle rozsądna.

Czus o którym wspomniałem to, jak większość uczestników – kolega z liceum. Wraz z nim, dwa lata z rzędu przemierzyliśmy na rowerach trasę Polska – Chorwacja. Odbyliśmy także kilka szaleńczych wypraw autem po Europie. Czus to doskonały topograf i przewodnik, a także nasz nadworny grafik. Był odpowiedzialny za plakaty i szatę graficzną strony internetowej!

Zwerbował on również naszego mechanika – Marcina Kalembę.  Czus jako jedyny z ekipy znał się z nim od dawna. Cóż moge powiedzieć o Marcinie – gdyby nie on to pewnie jeszcze byśmy siedzieli w Mongolii płacząc nad rozkraczonymi Maluchami.

W drużynie znalazl się też słowak – Jano. Jest to kolega, którego poznaliśmy z Czusem w czasie naszych studiów na Słowacji w Nitrze. „Odbębnialiśmy” tam studencką wymianę Erasmus. Jano jest osobą gotową bez większega zastanowienia jechać niemalże wszędzie. Nigdy nie trzeba namawiać go na przygodę!

Ostatnią osobą jestem ja, czyli Damian. W trakcie przygotowań byłem odpowiedzialny przede wszystkim za naszą stronkę internetową.

3. Wasz środek lokomocji na pewno u wielu budził zdziwienie. Czy możesz powiedzieć dlaczego zdecydowaliście się na podróż maluchami?

Długo zastanawialiśmy się nad środkiem transportu. Padały różne pomysły – kolej transsyberyjska, Łady Nivy, Uaza aż w końcu padło hasło Maluch…  skąd ten pomysł? Kilka lat wcześniej dostałem od chrzestnego Maluszka, którym zmierzyliśmy w sumie wschód i południe Europy. Kiedyś doszliśmy do wniosku, że skoro dał on radę w Albanii, Ukrainie, czy Bułgarii, to dlaczego miałby nie dać rady w Mongolii? Szczerze mówiąc to osobiście wydaje mi się, że to właśnie ten abstrakcyjny pomysł przeważył szalę i skłonił nas byśmy na poważnie zajęli się przygotowaniami…. bo niby że co? – my nie damy rady?

4. Jak wyglądał początkowy plan podróży i ile z tego udało się wam ostatecznie zrealizować?

Co do początkowego planu podróży to marzyło nam się przejechać południem przez kraje takie jak Turcja, Tadżykistan, Turkmenistan, czy Kazachstan. Jednak szybko okazało się, że znalezienie sponsorów to nie taka „pestka” i nie będzie nas na to stać. W związku z tym zmieniliśmy trasę. Nowa biegła przez Ukrainę i Rosję. Wtedy wśród ekipy zaczęły pojawiać się wątpliwości. Większość obstawała przy tym, że dojazd do Bajkału po czym zjazd na południe do Ułan Bator i z powrotem będzie sukcesem. Ja oraz Jano nie przyjmowaliśmy takiej opcji do wiadomości. Naszym celem było przejechać Mongolię wzdłuż! Dopiero po pomyślnym dotarciu do stolicy, przekonaliśmy resztę załogi.

5. Który etap rajdu był twoim zdaniem najtrudniejszy?

Najtrudniejszy był właśnie wspomniany wcześniej przejazd przez Mongolię ze wschodu na zachód. To właśnie w czasie tej przeprawy przez stepy i góry musieliśmy co chwilę naprawiać nasze Maluszki. Pył dostawał się wszędzie – w najdrobniejszy zakamarek silnika. Obrastał on nim z minuty na minutę coraz bardziej tracąc chłodzenie, a co za tym idzie moc. Każdego dnia kilka do kilkunastu razy dziennie „łapaliśmy gumę”. Była to powolna przeprawa ale za to pełna pięknych widoków i poczucia wolności! Jednak najgorzej było na samym jej końcu, w górach Ałtaj, gdzie zgubiliśmy drogę i musieliśmy się „wspinać” Maluszkami pod przełęcz położoną 2500 m.n.p.m. na którą prowadziła stroma „droga” pełna ostrych głazów. Pokonanie tej przełęczy zajęło nam ponad pół dnia.

6. A najprzyjemniejszym momentem podczas waszej ekspedycji…

Najprzyjemniejszym momentem był następny dzień, gdy udało nam się dotrzeć do granicy z Rosją – znów cywilizacja. Mongolia była cudowna, jednak strasznie zniszczyła nasze auta i nie było praktycznie żadnej możliwości na poważniejszy remont. Do tego częste usterki zaczęły być męczące. Tuż przed przejściem granicznym zaczął się asfalt, a w pierwszej miejscowości był warsztat samochodowy. Spędzilismy tam cały dzień na różnego typu reperacjach włącznie ze spawaniem wachaczy czy resorów. Wspaniałe było też to, że wreszcie mogliśmy się bez problemu dogadać, dzięki czemu łatwiej było nam uzyskać pomoc.

7. W jaki sposób należy się zabrać za organizację tego typu wyprawy?

Hmm, ludzie często nas o to pytają a tak naprawdę to trudno powiedzieć… U nas to była prawdziwa partyzantka. Na pewno najtrudniejszą kwestią było szukanie sponsorów. To właśnie najbardziej interesuje osoby, które pytają o przygotowania. Nikt nie jest chętny do wyrzucania pieniędzy, więc naprawdę trzeba się zastanowić, co możemy zaoferować w zamian potencjalnemu sponsorowi. Podsumowując mogę powiedzieć, że przygotowania trwały dłużej i kosztowały nas więcej energii i pieniędzy niż sam przejazd trasy.

8. Jakie są wasze najbliższe plany wakacyjne, planujecie kolejne ekstramalne wyprawy?

Niestety nie – mam nadzieje, że to tylko chwilowo…. Teraz większość z nas zaczęła swoją pierwszą, stałą, poważną pracę – trzeba „odbębnić tak zwaną stabilizację”… przynajmniej po części (śmiech). Było kilka planów: Droga E44 lub „penetracja” Turcji, ale niestety pomysły te zostały odłożone na później…

9. Czy jest coś co chciałbyś przekazać osobom, które snują  właśnie plany dotyczące szalonych wypraw w nieznane natomiast wciąż brak im odwagi by je zrealizować? … może jakieś dobre wskazówki…

Nie…niech sami kombinują … (śmiech)

Maluszki

Kilka faktów z trasy:

Czas trwania wyprawy: 56 dni

Ilość przebytych kilometrów: 17 500

Ilość przebitych kół: ponad 50

Ilość zatrzymań przez milicję: kto by to zliczył!

Ilość otrzymanych mandatów: 3

Ilość zapłaconych mandatów: 2

Ilość spalonej benzyny: przeszło 4 tysiące litrów

Ilość wypitego piwa: trochę mniej :-)

Polecam stronę Maluchami do Mongolii. Znajdziecie na niej pełną relację z wyprawy. Zapraszam również do oglądnięcia filmików nagranych podczas wyprawy Movie Trailer.

Your Reply