Archive for the ‘Teksty nowe’ Category

Od kołyski z językiem angielskim


2010
07.01

„Dzień Dziecka”- to szansa dla rodziców by podarować swoim pociechom oryginalny prezent. Przy tej okazji może warto połączyć przyjemne z pożytecznym i zadbać nie tylko o dobre samopoczucie dziecka ale i o jego edukację. Taką możliwość stwarza autorski program Anny Rattenbury „MUSICAL BABIES”.

Program ten znalazł się w gronie laureatów VI edycji Konkursu „European Language Label – Europejski Znak Innowacyjności w Zakresie Nauczania Języków Obcych”. Są to muzyczno – ruchowe zajęcia w języku angielskim skierowane do maleństw od szóstego miesiąca życia do trzech lat. Zajęcia prowadzone są w trzech grupach wiekowych: 6 miesięcy-1 roku, 1-2 lat, 2-3 lat. Grupy są zwykle 10 osobowe. Lekcja trwa 30 minut dla dzieci najmłodszych (do roku życia) oraz 40 minut dla dzieci w pozostałych grupach. Po zajęciach maluszki przez 20 minut mają możliwość do wspólnej zabawy, zaś ich opiekunowie do rozmowy.

Spotkania w ramach programu „Musical Babies” odbywają się w Krakowie od września 2007 roku w Centrum Językowym Mova oraz w Dworku Białoprądnickim. Pełną listę miast i adresów instytucji, w których realizowany jest ten innowacyjny program nauczania można znaleźć na stronie http://www.musicalbabies.pl/. Cena oraz częstotliwość zajęć w poszczególnych miastach jest niezwykle zróżnicowana. Przykładowo w Centrum Językowym Mova za karnet semestralny (1 godz. w tygodniu co daje 17 godz. w semestrze) zapłacimy 280 zł. Przy czym pierwsze zajęcia są zajęciami pokazowymi czyli bezpłatnymi. Ponadto rodzice uiszczają także opłatę wpisową w wysokości 50 zł. Jest to kwota za którą dzieci otrzymują płytkę CD oraz książeczkę z piosenkami i rymowankami Musical Babies.

Wśród krakowian zajęcia cieszą się dużym zainteresowaniem. Zapisy na nie odbywają się już od sierpnia, lecz w miarę wolnych miejsc można dołączyć do grupy już istniejącej w ciągu roku. W celu zgłoszenia dziecka do udziału w zajęciach wystarczy wypełnić zamieszczoną na stronie internetowej ankietę zgłoszeniową.

Dzięki tym zajęciom dzieci za pomocą rymowanek i piosenek angielskich poznają proste słowa i zwroty angielskie. Dodatkowo osłuchują się z językiem angielskim, wykształcają wyczucie rytmu, nabywają umiejętność słuchania. Co więcej mają możliwość zabawy z innymi dziećmi w podobnym wieku. Profity z uczestnictwa w zajęciach odnoszą także rodzice i opiekunowie dzieci. Poznają oni bowiem rymowanki i piosenki, które mogą wykorzystać w trakcie wspólnej zabawy w domu. Jest to także świetna okazja na spotkanie rodziców innych dzieci, wymianę z nimi opinii, a nawet nawiązanie nowych znajomości. Ponadto jak twierdzi matka 2-letniej Ewy – „cena oraz czas poświęcony mojej córeczce jest tego wart. Umysł dziecka jest bowiem niezwykle chłonny i jestem głęboko przekonana iż nauka od wczesnych lat zaprocentuje na przyszłość”.

Anna Piękoś

Lingwista na łańcuchu


2010
07.01

Czy psy na całym świecie porozumiewają się w ten sam sposób? Czy ich język jest uniwersalny? Czy rozumieją komendy i polecenia wydawane w innych językach? Czy tak jak ludzie mogą nauczyć się języków obcych?

Psy jako zwierzęta stadne i hierarchiczne posiadają własny język nie tylko aby porozumiewać się między sobą ale i po to by ustalać struktury. Niestety ze względu na budowę strun głosowych nasi pupile nie stosują zbyt bogatych form wypowiadania się. Najczęściej używanym sposobem na wyrażenie swoich emocji jest szczekanie. Towarzyszyć mu mogą: piszczenie, skomlenie, wycie lub warczenie. Naturalnie w repertuarze tym kryje się sporo znaczeń. Ponadto jak mówi zoopsycholog – Fera Bieńkowska – „U psów równorzędne znaczenie jak głos ma mowa ciała. Pies mówi całym sobą, spojrzeniem, ułożeniem uszu, uniesieniem lub rozluźnieniem warg, pokazaniem zębów, kształtem grzbietu – ba nawet ułożeniem sierści na tym grzbiecie, a najwyraźniej mówi ogonem. Psy to zwierzęta inteligentne, ich system komunikacji jest skomplikowany i myślę, że wcale nie gorszy niż ludzki – może jedynie z wyjątkiem pojęć abstrakcyjnych.” Niezwykle istotne staje się więc poznanie podstaw tego języka oraz nauka umiejętnego ich odczytywania. Umożliwia ona bowiem zrozumienie odczuć psa i pomaga w budowaniu silnej więzi między zwierzęciem, a właścicielem.

Jak one szczekają…

Niestety większość z nas zdaję się nie rozumieć swoich czworonogów. Nawet w poszczególnych krajach ludzie różnie interpretują dźwięki wydawane przez psy. Przykładowo dla Amerykanów szczekają one – woof, wolf, Bułgarów – bau-bau, Greków – ghav, ghav, Tajlandczyków – hoang, hoang, zaś dla Polaków – hau, hau. Zagadnienie to opisuje na forum użytkownik podpisujący się jako anupcs – „Urodziłem się i wychowałem w Indiach toteż moim ojczystym językiem jest Hindi. Jedną z bardziej zabawnych różnic kulturowych, którą dostrzegłem pomiędzy mną, a moją pochodzącą z Chin żoną jest rozbieżność w tym jak słyszymy szczekanie psów. Dla niej psy przy szczekaniu wydają dźwięk wang-wang dla mnie brzmi to bardziej bho, bho”. W kwestii tej wypowiedział się behawiorysta zwierzęcy i psycholog – Andrzej Kłosiński. Uważa on iż na całym świecie psy szczekają w taki sam sposób. Według niego słyszane przez ludzi różnice w szczekaniu mają związek z subiektywną interpretacją przedstawicieli poszczególnych państw. Wynika to przede wszystkim z różnic w słyszeniu niektórych dźwięków. Przykładowo w języku Hindi nie ma „W” czy też „V” tylko dźwięk pośredni.

Zrozumieć swego Pana

Ludzie nie wiedzą jak „rozmawiać” ze swoim psem, nie rozumieją jego zachowań i wydawanych przez niego sygnałów. Spośród bogatego repertuaru stosowanego przez nasze czworonogi człowiek najtrafniej interpretuje warczenie. Pojawiają się więc coraz to nowsze urządzenia mające nam w tym pomóc jak chociażby zastosowany w izraelskich więzieniach program komputerowy, który pozwala strażnikom więziennym nie tylko właściwie rozszyfrować szczekanie psów ale i zidentyfikować jego znaczenie. Dzięki temu programowi unikają oni nieporozumień oraz mogą szybciej zareagować jeśli pies szczeka z powodu czegoś podejrzanego. Inaczej sprawa przedstawia się z punktu widzenia zwierzęcia. Niemieccy naukowcy dowiedli iż psy rozumieją więcej niż nam się do tej pory wydawało. Obiektem ich badań był owczarek szkocki – collie o imieniu Rico. Testy wykazały że Rico rozumiał ponad 200 słów, a jego rozwój można porównać do rozwoju 2-3 letniego dziecka. Ponadto zwierze niezwykle szybko przyswajało sobie nowe słowa. Rico poszedł nawet kilka kroków dalej „domyślając się” znaczenia słowa używanego przez jego właściciela. Owczarek szkocki 7 na 10 razy był w stanie przynieść zabawkę o którą prosił opiekun i o której wcześniej nie słyszał. Jak podaje zamieszczony na stronie http://www.wired.com/- artykuł ” Dogs Understand Human Language”- Psy uczą się nowych słów stosując zasadę wykluczenia. Polega ona niejako na „uświadomieniu sobie” że skoro znane mu przedmioty mają już przypisane nazwy, nieznane mu słowo musi dotyczyć nowego obiektu”. Ciekawe jest to że po miesiącu Rico nadal pamiętał nazwy nowych zabawek. Zdolność ta sugeruje, że ten rodzaj uczenia się nie jest unikalny tylko dla ludzi. Co więcej badania przeprowadzone przez Patricia McConnell z Zakładu Zoologii na Uniwersytecie Wisconsin Madison wskazują na to iż modulacja głosu, jego ton, a nawet długość dźwięku mają wpływ na to jak na wypowiadane przez nas słowo zareaguję zwierzę. McConnell najbardziej zainteresowana była poznaniem sygnałów wykorzystywanych do zmiany poziomu aktywności psa. Dowiodła ona, że niezależnie od kultury i używanego języka krótkie, powtarzane kilkakrotnie dźwięki powodują wzrost aktywności zwierzęcia zaś te wypowiadane jednokrotnie, długo – jej spadek. Z tą opinią zgadza się Andrzej Kłosiński – „ Psy zwracają uwagę na subtelne znaczenie, jakie niesie intonacja głosu czy też język ciała podczas gdy my jesteśmy skupieni na semantycznej wartości przekazu. By jednak pies nauczył się rozumieć i rozróżniać komunikaty zawarte zarówno w przekazie werbalnym jak i w tonacji głosu musi mieć kontakt z człowiekiem”.

Język – to żadna bariera

Na całym świecie, człowiek komunikuje się z psami. Nasuwa się więc pytanie – „Czy psy rozróżniają języki i czy jest możliwe by się ich uczyły”. Jako pierwszy w tej kwestii wypowiedział się mówiący po kurdyjsku, arabsku i angielsku – Tayan. Jest on właścicielem owczarka niemieckiego o imieniu Slevin. Oboje mieszają obecnie w Irlandii. Zapytany o to w jakim języku wydawane komendy wykonuje jego pies, odpowiada – „ Do tej pory rozumiał tylko komunikaty wydawane po angielsku. Zapewne dlatego że rozmawiając i bawiąc się z nim używałem tylko tego języka. Niedawno odkryłem że za sprawą taty, który spędzał z nim ostatnio dużo czasu Slevin nauczył się „rozumieć” język kurdyjski. Na tak samo postawione pytanie swojej odpowiedzi udzieliła urodzona i wychowana w Rosji – Tatiana – „ Od dwóch lat jestem związana z Holendrem. Obecnie oboje przebywamy w Hiszpanii. Nasz pies wabi się Bobo i jest buldogiem francuskim. Reaguje on tylko i wyłącznie na komendy wydawane po holendersku. Kilka razy próbowałam mówić do niego po rosyjsku ale Bobo tylko merdał ogonem i wpatrywał się we mnie bardzo zakłopotany. Dlatego to ja uczę się jak powinny brzmieć komendy w języku holenderskim, nie chcę dezorientować naszego psa.” Są też i tacy, którzy uważają że bez względu na to jakim językiem się posługujemy psy rozumieją co od nich oczekujemy. Pochodzący z dzielnicy Pinetown w Kwa-Zulu Natal w Południowej Afryce student podróżuje po całym świecie. Podczas swoich wypraw zauważył iż wszędzie gdzie był psy rozumiały słowo VOETSEK co oznacza odejdź, zostaw mnie w spokoju. Powyższe wypowiedzi podsumowuje zoopsycholog Fera Bieńkowska – „ Miałam kiedyś do czynienia z rocznym dobermanem wychowywanym w Niemczech. Pies był wyszkolony i natychmiast wykonywał komendy wydane w języku niemieckim. Polskich komend nauczył się w ciągu tygodnia. Po tygodniu był psem „dwujęzycznym”. Fascynujące było jak naturalnie się uczył, jak kojarzył czego się od niego oczekuje i jak bezbłędnie łączył polskie komendy z tym co już znał po niemiecku. Nie sądzę żeby pies miał świadomość, że są różne języki, myślę jednak że potrafi zrozumieć, że na określenie jednej komendy czy czynności może być kilka słów, czy gestów. Z jego perspektywy to pewnie jeden bardzo dziwny i trudny język”. Reasumując psy doskonale pojmują ludzkie zachowanie, intencje oraz emocje. Wszystko wskazuje także i na to, że są w stanie nie tylko zrozumieć ludzką mowę, ale i przyswoić sobie polecenia wydawane w języku obcym. Wszystko zależy jednak od zaangażowania człowieka. Im więcej czasu poświęci on swojemu podopiecznemu tym efekty będą bardziej widoczne. Niestety na postawione na początku artykułu pytania nie można jednoznacznie odpowiedzieć. Nadal bowiem trwają badania i zgłębiana jest wiedza dotycząca porozumiewania się ludzi ze zwierzętami. Bez względu jednak na to jakie byłyby ich wyniki – pies pozostanie najlepszym przyjacielem człowieka.

autor: Anna Piękoś

Zobacz więcej na stronie studium:

Lingwista na łańcuchu

Recenzja książki Sherry Jones „Klejnot Medyny” czyli …”Weź los w swoje ręcę, bo inaczej on weźmie Cię w swoje”


2010
06.01

Powieść „Klejnot Medyny” jeszcze przed ukazaniem się w sprzedaży, wzbudzała liczne kontrowersje. Z obawy przed reakcjami środowiska muzułmańskiego z publikacji książki wycofało się amerykańskie wydawnictwo Random House. Co więcej Denise Spellberg, ekspert od spraw islamu z Uniwersytetu of Texas uznał, że książka zawiera treści pornograficzne i nieprzyzwoite. W obronie „Klejnotu Medyny” oraz jej autorki wielokrotnie wypowiadał się Salman Rushdie – brytyjski pisarz i eseista indyjskiego pochodzenia specjalizujący się w tematach związanych z subkontynentem Indyjskim. Zaznaczyć należy, iż jego najbardziej słynna powieść „Szatańskie wersety”, która podejmowała problematykę początków islamu spotkała się z niezwykłą wrogością społeczności muzułmańskiej. Jego książki płonęły na stosach, on sam zaś został nie tylko wyklęty przez wyznawców tej religii, ale i ogłoszona została przez ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego fatwa przeciwko niemu. Nakazywała ona każdemu wiernemu muzułmaninowi odebranie mu życia. Od tego czasu Salman Rushdie musi żyć w stałym ukryciu pod czujną ochronną policji. Podobny los spotkał autorkę książki „Klejnot Medyny” Sherry Jones. Po opublikowaniu książki w domu wydawniczym Beaufort Bocks, nie tylko zaczęła ona otrzymywać groźby, ale i wydano na nią wyrok śmierci. Co więcej w Wielkiej Brytanii po ogłoszeniu decyzji o rozpowszechnieniu powieści – najpierw grożono, następnie zaś zrealizowano groźby wobec oficyny Gibson Square, podpalając jej biuro. Sherry Jones, autorka książki „Klejnot Medyny” zainteresowała się islamem po atakach z 11 września. Wówczas też zrodził się w jej głowie pomysł, by napisać powieść opowiadającą losy najmłodszej żony Proroka Mahometa – Aiszy. Jest to pierwsze dzieło jej autorstwa. Do tej pory Sherry Jones przez wiele lat pracowała jako dziennikarka. Związana była m.in z Newsweekiem. Aktualnie pracuje jako korespondentka Biura Spraw Zagranicznych w Waszyngtonie. Wszystkie przytoczone powyżej fakty i okoliczności sprawiły, iż czytelnicy zaczęli mieć olbrzymie oczekiwania wobec omawianej przez mnie książki. Przyznać muszę, iż mnie również zachęciły one do lektury powieści „Klejnot Medyny”. Kolejnym istotnym powodem, który skłonił mnie do zapoznania się z „Klejnotem Medyny” były rozbieżne opinie dotyczące powieści wypisywane na licznych forach oraz „uszczypliwa” recenzja zamieszczona w muzułmańskim czasopiśmie społeczno – kulturalnym As Salam przez Krzysztofa „Sula” Baranowskiego. Książka, jak już wcześniej wspomniałam opowiada historię Aiszy – najmłodszej i jednocześnie ulubionej żony proroka Mahometa, która do historii przeszła jako Matka Wiernych. Dziewczynka wbrew swojej woli w wieku sześciu lat została zaręczona z o kilkadziesiąt lat starszym od siebie mężczyzną. Następnie na okres narzeczeństwa zamknięto ją w domu, który sama nazywała „grobowcem”. Mając 9 lat wbrew obowiązującej tradycji mówiącej, iż żoną zostać może jedynie kobieta, która zaczęła już miesiączkować – wydano ją za mąż. Do dwunastego roku życia, już jako żona Proroka wciąż przebywała zamknięta w domu rodzinnym, czekając aż stanie się kobietą. Jest to książka o Aiszy, której w imię „wyższych celów” odebrane zostało dzieciństwo i beztroska z nim związana. Jest to także opowieść o niezwykłej miłości, która łączyła Proroka i jego najmłodszą żonę. Miłości, która dojrzewa i ulega zmianom wraz z upływem lat i która skończyła się nagle, zanim w pełni zdołała rozkwitnąć. Jest to też opowieść o „świecie rodzącego się islamu” widzianego oczami Aiszy. Narratorka książki przenosi nas na tereny Arabii Saudyjskiej z okresu VII wieku. Wówczas to około 610 roku naszej ery w jaskini Al-Hira, na górze w okolicy Mekki – Muhammadowi po raz pierwszy objawia się idea islamu. Jest to okres, gdy Mahomet dopiero zaczyna organizować swoją ummę – społeczność wiernych. Ludność jest podzielona, wielu ma wątpliwości, a ród Kurajszytów walczy z muzułmanami na śmierć i życie, gdyż ustanowienie nowej religii niekorzystnie wpłynęłoby na liczne, intratne interesy przez nich prowadzone. Mahomet musi sprawdzić się nie tylko jako prorok, ale również jako strateg i przywódca nowej społeczności. Książka pozwala nam poznać przełomowe dla wyznawców Mahometa wydarzenia, jak m.in bitwę pod Badrem czy Uhudem. Dzięki tej książce możemy przenieść się do czasów, gdy wypierane są zwyczaje i prawa przedmuzułmańskie, a islam na tle ówczesnych warunków pokazany jest jako system postępowy, dający kobiecie większe prawa i przywileje. W książce bardzo spodobała mi się forma narracji. Wszystkie wypadki i  zdarzenia relacjonowane są przez samą Aiszę. To ona odkrywa przed nami rąbek tajemnicy związanej ze zwyczajami panującymi w tradycyjnym haremie. Przedstawia nam islam i miejsce kobiety w tej religii i kulturze. Aisza to wyrazista i autentyczna bohaterka. Sherry Jones przedstawia nam ją jako kobietę inteligentną, sprytną i odważną, która nade wszystko ceni sobie wolność. Ma ona też niezwykłe, jak na kobietę tamtej epoki podejście do życia. Świadczy o tym, chociażby następujący fragment powieści: „… Ale to nie był zły sen. Dla Dżamili, która była kiedyś Fazje, to było życie kobiety, które należy znosić z opuszczonym wzrokiem i cichym jękiem na ustach. To nie dla mnie, poprzysięgłam sobie. Jeśli jakiś mężczyzna będzie chciał mnie skrzywdzić, odpłacę mu pięknym za nadobne. A gdy będę miała coś do powiedzenia, powiem to z dumnie podniesionym czołem.  Jeśli to się nie spodoba mojemu mężowi, niech się ze mną rozwiedzie. Wolę być samotną lwicą ryczącą i wolną, niż ptaszkiem w klatce, pozbawionym nawet imienia…”. Aisza nie jest jednak pozbawiona wad. Bywa uparta, zazdrosna, zaborcza, lekkomyślna i dziecinna. Według mnie ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autorkę jest możliwość poznania ukrytych myśli głównej bohaterki i skonfrontowania ich z tym co ona mówi bądź czyni. Dzięki temu możemy zaobserwować z jak wielu sytuacji kobiety w krajach islamskich zdają sobie sprawę i jak wiele z pośród nich musi zostać przez nie przemilczane. Na potwierdzenie tych słów pozwolę sobie na przytoczenie fragmentu tekstu, w którym to Muhammed doznaje dość wyreżyserowanego oświecenia, wygodnego dla niego samego i pozwalającego mu „obejść obowiązujące prawo” i ożenić się z Zajnab będącą żoną jego syna. „… -Allah przemówił, Aiszo. Niezbadana jest jego mądrość. Wszystko mi wyjaśnił. Uspokoiłam się nieco Muhammad otrzymał wskazówkę od samego Boga! Spojrzałam na niego z szacunkiem, który momentalnie przemienił się w strach. Radość w jego głosie mogła świadczyć tylko o jednym – wymyślił sposób na zdobycie Zajnab. Uśmiechnęłam się nieszczerze. Usiadł i chwycił mnie za dłoń. – O, Aiszo, Allah pozwolił mi ożenić się z Zajnab,….nie, on mi to nakazał. Nie próbowałam już nawet ukryć swojego kpiącego uśmieszku. – Z pewnością musisz się spieszyć z wypełnieniem jego woli – powiedziałam i spojrzałam na niego niewinnie. – A zatem pozwolił ci się ożenić z żoną twego syna? – Adoptowanego syna, jak sama zauważylaś. Zajd nie jest moim krewnym. – Panika chwyciła mnie za gardło. A zatem znalazł sposób. I Allah mu w tym dopomógł…”. Autorka daje nam możliwość obserwowania przemian, które dokonują się w Aiszy w miarę, gdy dojrzewa i nabiera doświadczenia życiowego. Jesteśmy świadkami tego jak zwalcza swój egoizm, zaczyna pomagać miejscowej biedocie, uczy się kochać Proroka, porozumiewać z innymi jego żonami, a wreszcie w sposób umiejętny doradzać Mahometowi w sprawach politycznych i religijnych. Autorka pozwala nam także poznać motywy religijno-prawne, polityczne i społeczne, które kierowały Mahometem przy zawieraniu kolejnych małżeństw. Dowiadujemy się, że zapewniał on w ten sposób pożytek dla misji Islamu, zdobywał sympatię kolejnych plemion, czy też okazywał szacunek i roztaczał opiekę nad wdowami zasłużonych dla misji towarzyszy. Możemy także przekonać się jaka jest opinia Aiszy na ten temat. „… – Przymierze? – prychnęłam – Więc tak teraz nazywasz małżeństwo? …. – Zatem ożeniłeś się z nią jedynie ze względu na jej koneksje! A to, że przy okazji jest niezwykle piękna, to przypadek! – nawet nie starałam się ukryć ironii”. Różne są także motywy, którymi kierują się poszczególne kobiety decydujące się na małżeństwo z Mahometem i dołączenie do jego haremu. Jedne, jak Umm Salama próbują zapewnić byt swoim dzieciom, dla innych jest to cena wolności, jeszcze inne jak np. Aisza zostały pozbawione możliwości decydowania o swoim losie. Sherry Jones przedstawia Mahometa – największą w świecie islamu postać, obdarzoną przez muzułmanów najwyższą czcią, jako postać z krwi i kości, posiadającą ludzkie przywary i słabości. Nie obce mu są takie uczucia jak pożądanie i złość. Momentami brak mu sił, by walczyć z przeciwnościami losu i wrogami nowej religii. Z drugiej strony autorka zaznacza, iż była to postać obdarzona niezwykłą charyzmą. Mahomet cechował się wyrozumiałością, wrażliwością i empatią na innych, roztropnością oraz otwartym umysłem. Reasumując w książce znajdziemy ciekawych i realistycznie przedstawionych bohaterów, nawiązania historyczne, malownicze opisy lokacji, nieco psychologi i życiowych prawd. Jest to przede wszystkim opowieść o kobietach dla kobiet. „Klejnot Medyny” uczy czym jest oddanie, poświęcenie, wierność i miłość. Gorąco polecam lekturę tej książki.

Anna Piękoś

Recenzja książki Doroty Terakowskiej „Córka Czarownic”


2010
05.31

Książka „Córka czarownic” napisana została przez znaną, polską pisarkę i dziennikarkę – Dorotę Terakowską. Autorka książki przez wiele lat pracowała jako redaktor i publicysta w „Gazecie Krakowskiej”, „Przekroju” i „Zeszytach Prasoznawczych”. Była również współzałożycielką i współpracowniczką dziennika „Czas Krakowski” oraz wiceprezes Spółdzielni Dziennikarzy „Przekrój”. Należała do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz Związku Autorów i Kompozytorów Scenicznych. W życiu prywatnym, była natomiast żoną dziennikarza i dokumentalisty Macieja Szumowskiego, a także matką reżyserki Małgorzaty Szumowskiej i dziennikarki Katarzyny Nowak. Wszystko to sprawia, że Dorota Terakowska jest dla mnie – jako kandydatki na przyszłą dziennikarkę postacią na tyle barwną i interesującą iż sam fakt jej autorstwa sprawił, że chętnie sięgnęłam po lekturę książki „Córka Czarownic”. Na mój wybór miał również wpływ fakt, iż autorka otrzymała za nią nagrodę – „Literacka Książka Roku 1992″ od polskiej sekcji Światowego Kuratorium Książki dla Dzieci i Młodzieży (IBBY). „Córka Czarownic” wpisana została również w 1994 r. na światową, honorową listę im. H.Ch.Andersena. Książka ta powstała w latach 1985-1988. Niestety, ze względu na cenzurę, która dopatrywała się w niej zbyt licznych podobieństw do panującego wówczas systemu, wydana została dopiero w 1992 r. Przyznać muszę, iż rzeczywiście można w niej się doszukać wielu odniesień do historii Polski. W „Córce Czarownic” Dorota Terakowska tworzy bowiem krainę zwaną Wielkim Królestwem. Owe królestwo swoją wielkość zawdzięcza nie tyle rozmiarowi terytoriów, które obejmuje, co dobrobytowi i harmonii panującymi pod rządami kolejnych władców królestwa. Mieszkańcy krainy czuli się w niej do tego stopnia bezpiecznie, że król Luil XXIII postanowił zlikwidować stan rycerski, zaś jego następca Luil XXIV rozkazał zniszczyć i zakopać całą broń, po to by już nigdy więcej nie stanowiła dla nikogo zagrożenia. Wówczas na bezbronne, nieprzeczuwające niebezpieczeństwa królestwo najechali bezlitośni Urghowie, zamieniając szczęśliwych dotąd mieszkańców w rzeszę niewolników. W królestwie po latach świetności i dobrobytu zapanowała tyrania. Przez siedemset siedemdziesiąt siedem lat naród był zniewolony, a jego mieszkańców zmuszano do ciężkiej, ponadludzkiej pracy. Okrucieństwo najeźdźców nie było, jednak w stanie złamać ducha ludu. Z pokolenia na pokolenie przekazywane były słowa zakazanej pieśni, podtrzymującej w ludziach nadzieję i wiarę na odzyskanie wolności. W tych ciężkich, niebezpiecznych czasach na świat przychodzi dziecko, na którego barkach spoczywa los całego narodu. Luelle jest jedyną, prawowitą władczynią tronu i to właśnie jej nadejście przepowiada „Pieśń Jedyna”. Mówi ona m.in o tym, że „na świat przyjdzie istota o włosach złotych jak zboże tego kraju i oczach niebieskich jak niebo przed burzą, która uwolni kraj z niewoli”. Dziewczynka nie zna jednak swojej tożsamości i przeznaczenia. Po tym jak czarownice cudem ocaliły ją przed niechybną śmiercią z rąk najeźdźców, jej życie wypełnia ciągła ucieczka i wędrówka. Od najmłodszych lat pozostaje pod czujną opieką kolejnych sióstr – czarownic, które wpajają jej wszystkie cnoty, którymi winna się odznaczać władczyni Wielkiego Królestwa. „Córka Czarownic” to książka o dojrzewaniu. Nie znajdziemy w niej wartkiej fabuły i nagłych zwrotów akcji. Wszystko jest dokładnie przemyślane, utrzymane w określonej konwencji i klimacie. Dorota Terakowska pisze ją językiem bogatym, wyraźnie akcentując wagę poszczególnych epizodów i umiejętnie stopniując napięcie. Autorka pozwala, by czytelnik wraz z główna bohaterką odkrywał stopniowo wszystkie tajemnice, wraz z nią dorastał, uczył się mądrości płynących z nauk kolejnych opiekunek-czarownic. W związku z tym dopiero wraz z rozwojem sytuacji, doświadczając to co dziewczynka i podążając niejako za jej myśleniem powoli odkrywamy ten zagadkowy dla nas świat. Od Pierwszej Czarownicy poznajemy wraz z Luelle historię Wielkiego Królestwa. Druga Czarownica uczy nas przede wszystkim miłości do natury. Przekazuję też wiedzę o tym jak bardzo istotne jest zachowanie harmonii pomiędzy wszystkimi żywymi organizmami, ziemią, gwiazdami, a nawet całym kosmosem. Trzecia spośród opiekunek wystawia panienkę na największą próbę, ucząc ją szacunku do natury i pracy. Luelle doznaje trudu życia w mieście oraz poznaje naturę człowieka. Przy czym jak zaznacza Dorota Terakowska ” wiele czasu musiało upłynąć, nim Panienka pojęła, że tacy są ludzie: słabi – i silni, wielcy – i mali, dobrzy – i źli, szlachetni – i małostkowi. A wszystkie te sprzeczne ze sobą cechy kłębią się w jednym człowieku. Wówczas to, sama o tym nie wiedząc, wyrosła z dziecięcego świata czerni i bieli wykluczających się wzajem pojęć dobra i zła, zrozumiała, że barwą najczęściej spotykaną jest ta, która wynika z pomieszania tych dwu kolorów”. Czarownica Czwarta prowadząc dziewczynkę do ruin stolicy Ardżany pozwala, by obudziła się w niej duma z przynależności do tak zacnego rodu, do bycia człowiekiem zdolnym do czynienia i tworzenia tak pięknych rzeczy. Niestety, Luelli nigdy nie przyjdzie trafić pod opiekę piątej, a jednocześnie najważniejszej ze sióstr, mającej za zadanie wykryć i zniszczyć „skazę” w charakterze przyszłej władczyni. W wyniku tych wydarzeń święty kamień, który od wieków wybierał władców królestwa – ją odrzuca. Dotychczasowa opiekunka, nie mogąc sama wykryć skazy w charakterze dziecka przybywa wraz z Luelle do znanego uzdrowiciela – Pustelnika, by ten korzystając ze swojego wieloletniego doświadczenia wyleczył dziewczynkę. Pustelnik stwierdza, że „skazę nosi w sobie ten spośród ludzi, który nie potrafi współczuć niedoli innych i nie chce ulżyć ich cierpieniom”. Jak później się dowiadujemy w jego słowach jest sporo prawdy. Luelle rzeczywiście nie potrafi współczuć, gdyż obce jest jej uczucie miłości. Od najmłodszych lat wychowywana była przez czarownice, a te choć troszczyły się o nią nie potrafiły nauczyć ja kochać ludzi. Dziewczynce brakuje również dobroci i umiejętności poświęcenia siebie samej w służbie innym. Dopiero ciężka praca podczas zajmowania się chorymi, bezinteresowna pomoc oraz wdzięczność jaką jej za nią okazywali wyzwoliły w niej moc uzdrawiania i najpiękniejsze spośród ludzkich uczuć – miłość. Po wielu trudach dziewczyna, a wraz z nią i my dojrzewa do bycia nie tylko władczynią ale i wartościowym człowiekiem. Przyznać muszę, że nie sposób jest wymienić wszystkich poruszanych w książce wątków ani oddać wrażenia, że wzbogaca ona nas wewnętrznie. Po przeczytaniu tej lektury czujemy się niejako mądrzejsi i bogatsi w wiedzę o samym sobie. W końcu każdy z nas na podobieństwo Luelli, by dorosnąć musi przejść szereg etapów z których składa się życie. Musimy poznać smak zwycięstw i porażek, radości i smutku, nauczyć się współżyć z innymi istotami, odkryć w sobie mocne i słabe strony, czy też odnaleźć swoje powołanie i miejsce na ziemi. Książka ta jest swoistym kompendium zawierającym szereg uniwersalnych prawd o życiu. Znajdziemy w niej m.in. prawdę dotyczącą: miłości, magii, nadziei, poświęcenia, cierpienia, biedy, współczucia, odpowiedzialności, dojrzałości, złożoności ludzkiego charakteru, dumy, wolności, siły wiary, cierpliwości. Wszystko to sprawia, że książka ma charakter ponadczasowy i niezależnie od wieku, doświadczeń i przekonań skłania ona czytelnika do refleksji. Do lektury omawianej przez mnie książki powracać można wielokrotnie, za każdym razem ucząc się czegoś wartościowego oraz odkrywając coraz to inne wątki i prawdy o życiu. Z czystym sercem mogę polecić państwu lekturę książki „Córka Czarownic”.

Anna Piękoś

Zobacz także: „Wszystkie moje miłości” – wywiad z Katarzyną T.Nowak (córką Doroty Terakowskiej)

http://studium-at-www.pl/2009/wp-trackback.php?p=388