Archive for Lipiec, 2010

„Nawet najlepsza teraźniejszość marzy o lepszej przyszłości”


2010
07.02

z tarocistką *Krystyną Sawidzką rozmawia Anna Piękoś

Bez względu na wiek, wykształcenie, czy też status społeczny wiele osób korzysta – choć się do tego nie przyznaje – z porad tarocistek. Wierzą, że posiadają one niezwykłe zdolności pozwalające zajrzeć w przyszłość. Współcześnie reklamują one swoje usługi za pośrednictwem prasy, radia, telewizji oraz internetu. Istnieje także możliwość wróżby przy pomocy krótkich wiadomości tekstowych zwanych potocznie smsami. Niestety mimo tak licznej grupy wróżbitów zajmujących się przepowiadaniem przyszłości miałam ogromne trudności by znaleźć osobę, która wyraziłaby zgodę na przeprowadzenie z nią wywiadu. Tym niemniej jest mi niezwykle miło iż tak ciekawa osobowość, jaką bez wątpienia jest Pani Krystyna – zgodziła się ze mną porozmawiać.

Jak zaczęła się Pani historia z tarotem? Czy w Pani rodzinie ktoś zajmował się wróżbiarstwem? Z czego jeszcze Pani wróży?

Przyznam, że jako dziecko marzyłam o tym, by zostać weterynarzem. Pochodzę z dosyć konserwatywnej rodziny. Obydwoje moi rodzice wykonywali powszechnie szanowane zawody. Z tego co wiem w mojej rodzinie nikt nie przejawiał zdolności w kierunku przepowiadania przyszłości. Słyszałam natomiast, że moja prababka zajmowała się zielarstwem oraz że ludzie dosyć często korzystali z jej pomocy i dobrych rad. Do mojego spotkania z tarotem doprowadził mnie zupełny przypadek. Jako nastoletnia dziewczyna poznałam kobietę zajmującą się wróżbiarstwem. Jej osoba tak bardzo mnie zafascynowała, że postanowiłam zgłębić uprawianą przez nią sztukę. Przez wiele lat była ona moją mentorką i to ona zachęciła mnie do tego bym zajęła się wróżbiarstwem na poważnie. Jeśli zaś chodzi o ostatnie pytanie to zazwyczaj wróżki by poznać prawdę o człowieku stosują kilka technik wróżenia. Ja na przykład poza stawianiem kart, zajmuję się także numerologią i chiromancją – czyli sztuką czytania z dłoni. Jednak to właśnie tarot daje mi największą satysfakcję.

Jakie określone cechy charakteru należy posiadać by zajmować się tarotem? Jakie wykształcenie należy posiadać? Jakie kursy, szkolenia trzeba przejść?

Nie jestem w stanie określić specjalnych cech, jakie należy posiadać. Z pewnością nie wszyscy mają ku temu predyspozycje. Karty trzeba po prostu czuć. Gdy ja zaczynałam moją przygodę z tarotem nie było możliwości kształcenia się w tym kierunku. Obecnie sytuacja bardzo się zmieniła. Powstały szkoły, organizowane są także liczne warsztaty, kursy, sympozja, zjazdy. Ja kilka lat temu ukończyłam kursy związane z tą tematyką. Ponadto od wielu lat w zaciszu własnego domu zgłębiam tajniki psychologii, socjologii i pedagogiki.

Czym dla Pani jest tarot?

To chyba najtrudniejsze pytanie. Jest on dla mnie niekończącą się tajemnicą. Jest doradcą, który pokazuje nam pewne ścieżki, podsuwa propozycje i rozwiązania – zawsze jednak pozostawia decyzję nam samym.

W jakim stopniu wróżby się sprawdzają? Czy tarot to wyrocznia? Jak często karty się mylą? Jak do tego ma się zasada samospełniającej się wróżby?

Jak już wcześniej wspomniałam tarot jest doradcą – nie zaś wyrocznią. Ukazuje on nam różne drogi – to którą z nich pójdziemy zależy jednak od nas samych. Często tarot uświadamia nam także istnienie ścieżek, których do tej pory nie dostrzegaliśmy. Naturalnie nie zawsze wróżby się sprawdzają. Na taki stan może wpłynąć wiele czynników takich jak moje zmęczenie, lęki klienta itp. Nie znam dokładnych wartości ale podejrzewam, że około 70-80% wróżb się sprawdza.

Na jakie pytania nie może Pani odpowiedzieć pomimo iż znajdzie Pani odpowiedź w kartach? Jakim kodeksem etycznym, moralnym Pani się kieruje?

W zasadzie tarot odpowiada na wszystkie zadane pytania. Jeżeli jednak karty zapowiadają coś złego – chorobę, cierpienie, śmierć czy też inne zagrożenia z których właściwie nie ma wyjścia to wówczas staram się o tym nie mówić, gdyż taka wiedza często determinuje pewne zachowania, które mogą destrukcyjnie wpłynąć na daną osobę. Oczywiście staram się przestrzec przed zagrożeniem. Zawsze muszę jednak pamiętać o tym, by tak przekazać daną informację by nie wyrządziła ona jeszcze większej krzywdy. Zasadę tę stosują głównie w przypadku osób, które przychodzą do mnie w stanie załamania psychicznego oraz w stosunku do ludzi z myślami samobójczymi. Nigdy natomiast nie kłamię – po prostu umiejętnie omijam niektóre tematy.

Kto najczęściej korzysta z Pani rad? Czego dotyczą pytania tych osób?

Przychodzą do mnie ludzie w różnym wieku i uprawiający różne zawody. Ich pytania dotyczą zazwyczaj problemów: w pracy, w związku, w życiu rodzinnym. Kiedyś ludzie częściej pytali o życie osobiste. Obecnie ich pytania dotyczą głównie sfery zawodowej.

Jaka z osób, która Panią odwiedziła i dlaczego właśnie ta osoba szczególnie zapadła Pani w pamięć?

Najbardziej utkwiła mi w pamięci pewna młoda kobieta. Przyszła do mnie na miesiąc przed swoim ślubem szukając potwierdzenia, że wybierając swojego życiowego partnera podjęła słuszną decyzję. Mnie jednak „uderzyło” coś zupełnie innego. Karty wyraźnie pokazywały iż w najbliższym czasie tą młodą, wesołą dziewczynę czekają poważne problemy zdrowotne. Do rzekomego ślubu miało dojść w odległej przyszłości. Karty zapowiadały długi okres cierpienia, który w efekcie miał się zakończyć dla mojej klientki pomyślnie. Zgodnie z tym co widziałam w kartach przekazałam dziewczynie iż wybrany przez nią partner jest jak najbardziej odpowiedni, jednak na upragniony ślub przyjdzie im nieco poczekać. Powiedziałam jej także, że obydwoje będą musieli uzbroić się w cierpliwość i wykazać dużą wytrwałością, ale że cała sytuacja zakończy się dla nich dobrze, a oczekiwanie tylko umocni ich związek. Jak się później dowiedziałam kilka dni przed ślubem dziewczyna miała poważny wypadek na skutek którego doszło do uszkodzenia kręgosłupa. Musiała poddać się długotrwałej rehabilitacji. Jak twierdziła tylko dzięki świadomości i głębokiej wierze w moje słowa z determinacją walczyła o swój powrót do zdrowia.

W branży, którą Pani się zajmuje pełno jest oszustów i naciągaczy chcących wyłudzić pieniądze od ludzi? Co Pani sądzi o takim procederze? Po czym możemy poznać „prawdziwą” wróżkę, tarocistkę?

W naszej branży jedną z naczelnych zasad jest „nie szkodzić”. Myślę, że każdy człowiek jest w stanie ocenić, kiedy druga strona nadużywa jego zaufania. Nasza wiarygodność wzrasta jeśli nasze wróżby się sprawdzają. Najczęściej przychodzą też do nas klienci z polecenia innych osób, które wcześniej korzystały z naszych usług.

Jak często sama Pani stawia sobie tarota? Jak często kieruje się Pani wróżbami we własnym życiu?

Bardzo rzadko sama sobie stawiam tarota. Łatwiej zinterpretować to co mówią karty osobie postronnej. Mogłoby się bowiem zdarzyć, że interpretowałabym przepowiednię na swoją korzyść. Najczęściej proszę więc o pomoc zaprzyjaźnioną wróżkę, którą darzę dużym zaufaniem i szacunkiem.

Dlaczego w dzisiejszej epoce stawiającej na postęp i naukę ludzie nadal chodzą do wróżek?

Ludzie od dziesiątek lat szukają odpowiedzi dotyczącej swojej przyszłości. Człowiek od zawsze chce znać prawdę o swoim przeznaczeniu i wciąż zadaje sobie te same nurtujące go pytania związane z kwestiami osobistymi i zawodowymi. Myślę, że w tym całym zabieganiu człowiek nadal pragnie by ktoś po prostu go wysłuchał, wsparł. Chce poczuć, że nie jest sam ze swoimi problemami. We współczesnym świecie wróżka pełni także rolę terapeuty, psychologa, a nawet przyjaciela.

Czy może Pani coś więcej o sobie opowiedzieć? Jaki stosunek do Pani pracy ma Pani rodzina?

Jestem (jeśli mogę tak to nazwać – bo uważam, że każdy z nas jest na swój sposób wyjątkowy) zwyczajną osobą. Nie ubieram się i nie zachowuję w ekstrawagancki sposób. Jak widzisz mój dom również nie odbiega znacząco od domu przeciętnego człowieka. Nie panuje w nim półmrok, nie czuć zapachu palonych kadzidełek, nie przechadzają się po nim czarne koty. Jestem typową gospodynią domową, żoną i matką dwóch przecudnych chłopaków. Moja rodzina ma do tarota dość sceptyczne podejście – pomimo iż byli świadkami tego jak wiele spośród moich wróżb się spełniło. Nie mam jednak o to do nich pretensji. Cieszę się że rozumieją że tarot – to całe moje życie, że zajmowanie się nim i pomaganie innym w rozwiązywaniu problemów daje mi ogromną satysfakcję. Sprawia mi także radość, że są ze mnie dumni.

Ślicznie dziękuję za rozmowę

Ja również dziękuję

* Na życzenie wróżki imię i nazwisko zostało zmienione.

Opublikowane w XIII wydaniu gazety internetowej Studium Dziennikarskiego:

?p=254

Bitwa o Irak


2010
07.02

Temat wojny w Iraku to zagadnienie na tyle aktualne i medialne, że poniekąd wystarczy jedynie nawiązanie do konfliktu na Bliskim Wschodzie, by film wzbudził zainteresowanie widzów. Tak też jest z wchodzącym 25 kwietnia 2008 roku do polskich kin filmem „Bitwa o Irak”.

O filmie tym było głośno, zanim jeszcze trafił na duży ekran. Nie tylko ze względu na problematykę jaką porusza, ale i na to iż tak szybko zadecydowano się mówić głośno o temacie bardzo niepopularnym i niewygodnym dla wielu polityków i przedstawicieli władzy – przede wszystkim tej wojskowej. „Bitwa o Irak” jest bowiem ekranizacja autentycznych wydarzeń mających miejsce zaledwie trzy lata temu.

Akcja filmu rozgrywa się w mieście Haditha, w którym to Amerykanie stacjonują od 2003 roku. Na tym terenie walki partyzanckie między irackimi rebeliantami a wojskiem amerykańskim są bardzo wzmożone. 19 listopada 2005 roku zostaje zaatakowany konwój amerykański. Dochodzi do eksplozji w wyniku, której ginie jeden żołnierz marines zaś dwóch zostaje ciężko rannych. W odwecie ich towarzysze broni dokonują brutalnej zemsty na 24 cywilach, w tym kobietach i dzieciach

Dokument silnie przemawia do widza dopuszczając do głosu obie strony konfliktu. Nick Broomfield realizując swój film, nie opowiada się bowiem po żadnej ze stron. Ukazuję nam natomiast wypatrzoną rzeczywistość wywołaną bezcelową walką i koszmarem wojny, w wyniku której cierpią zarówno amerykańscy marines, zwykli irakijczycy jak i bojownicy Al-Kaidy.

Pozostający pod presją, toczący ciągłą psychiczną walkę z ludźmi – bombami, zmęczeni nieustającą walką, wybuchami, przyuczeni by zabijać i nie kierować się emocjami, a także przebywający na wrogim terenie żołnierze w swoich poczynaniach kierują się instynktem, strachem, czasem nawet paniką. Często okrutni i bezwzględni w swoich działaniach bojówkarze Al-Kaidy walczą przecież o dobro swoich rodzin i wolność kraju. Natomiast życie ludności cywilnej przypomina losy bohatera tragicznego, który to bez wględu na dokonany przez siebie wybór jest skazany na porażkę i śmierć. Całą tą sytuację doskonale podsumowują słowa wypowiadane w filmie przez irakijskie kobiety wiedzące o zastawionej na konwój amerykański pułapce – „Jeśli powiemy Amerykanom, terroryści nas zabiją. Jeśli będziemy milczeli Amerykanie powiedzą, że współpracujemy z rebeliantami. Co więc powinniśmy zrobić?”.

„Bitwa o Irak” ukazuję nam wojnę w której już dawno zatracono cel, w której nikt tak naprawdę nie pamięta o co i dlaczego walczy. Wojnę w której rządzi absurd.

Anna Piękoś

Opublikowane na stronie studium:
Battle-for-Haditha-Bitwa-o-Irak,artykul,2201,artykuly.html

Banshee – „Greenheart”


2010
07.02

Muzyka Zielonej Wyspy, celtyckie brzmienie, irlandzki folk zdobywają w Polsce coraz więcej zwolenników. Wciąż pojawiają się nowe zespoły, a te już istniejące cały czas podnoszą swój poziom. Dowodem na to jest powstały 23 października 2004 r. w Krakowie – zespół Banshee. Wykonują najpopularniejsze standardy irlandzkiego folku. Przy czym należy zaznaczyć iż wykorzystując bardzo bogate instrumentarium, każdy utwór wzbogacają o własne aranżacje. W lutym 2007 roku ukazało się ich krążek „Greenheart”. To demo zawierające sześć utworów i prawie 35 minut muzyki. Pierwsze pięć kompozycji to poruszające serca, wzbogacone o własną aranżacje irlandzkie standardy. Album „Greenheart” rozpoczyna się ciekawym wstępem przywodzącym na myśl przyrodę budzącą się na wiosnę do życia. Melodyjny dźwięk whistle oraz wesołe trele ptaków wprowadzają nas w klimat płyty. Następnie rozbrzmiewają kolejne pieśni i melodie, które niemal namacalnie przenoszą słuchaczy od zielonej Irlandii przez Szkocję aż po wietrzne wybrzeża Bretanii. Płyta prezentuje „wyrównany poziom”, nie sposób więc wymienić słabszego utworu. Jeśli natomiast miałbym wskazać swojego faworyta – będzie to „Star of Munster”. Ten utwór wręcz porywa do tańca. Przyznam, że z zaciekawieniem wysłuchałam także Whiskey in the jar. Ta irlandzka melodia ludowa jest bowiem jednym z najbardziej popularnych dzieł zaliczanych do tego gatunku. Ponadto znając już wykonania takich zespołów jak: The Dubliners, The Highwaymen, Thin Lizzy, Smokie, Metallica z przyjemnością odnajduje w tym utworze nowe niuanse różniące go nieco od poprzednich interpretacji. Z kolei utwór Piper’s Dream jest genialnym akcentem na zakończenie płyty. Pozwala on niejako wybudzić się z głębokiego snu i powrócić do rzeczywistości. W utworze tym wykorzystano „Zito the Bubbleman” autorstwa Gordona Duncana. Po odsłuchaniu całej płyty człowiek czuję się niezwykle zrelaksowany. Dostaje także pokaźny „zastrzyk” pozytywnej energii. „Staraliśmy się zawrzeć na płycie różnorodne utwory, nie zabraknie więc na niej ani folkowych jigów, ani reeli, ani dud, ani wokalu, ani whistli, ani gitary, ani skrzypiec Ani”- reklamują swoje dzieło członkowie zespołu. W Banshee gra obecnie szóstka młodych ludzi: Piotr Bielecki (wokal, gitara), Błażej Zadwórny (dudy, bodhran, klawisze, łyżki, podskoki ogólnoceltyckie), Ania Woźnica (skrzypce), Miłosz Pawski (gitara basowa), Łukasz Bajorski (gitara, harmonijka ustna, djembe), Przemek Gałek (fujarki przeróżne, flet irlandzki). Jak twierdzą na swojej stronie członkowie zespołu „ Nie mamy żadnych reguł, praw czy zasad co do aranżacji utworów. Czasami jest to typowy irlandzki jig czy reel, czasami zakrawające na country Dirty Old Town, a czasami połączone z muzyką z „Janosika” czy „Czterech Pancernych” Foggy Dew”. Realizacja płyty, a także pasja i zaangażowanie członków zespołu w promowanie muzyki celtyckiej zasługuje na uznanie. Rezultat jest ciekawy i sądze że nawet osoby, które za takim graniem nie przepadają znajdą tu coś dla siebie. Obecnie zespół rejestrując się w serwisie internetowym „ Sellaband” podjął pierwsze kroki w celu wydania drugiej płyty. Na stronie tej fani, którzy wierzą w sukces zespołu, kupują udziały w produkcji jego płyty. Ja trzymam za nich kciuki, a wszystkich fanów muzyki celtyckiej zapraszam do posłuchania „Greenheart”.

Anna Piękoś

Opublikowane na stronie eurostudent.pl:

Banshee-8222Greenheart8221,artykul,2200,artykuly.html

14. Festiwal Filmowy – po raz kolejny w Warszawie


2010
07.02

Po Kazimierzu Dolnym, Toruniu oraz zeszłorocznej, udanej edycji mini repliki festiwalu na warszawskim Ursynowie Festiwal Filmowy i Artystyczny Lato Filmów ma na stałe zagościć w naszej stolicy.

Impreza odbędzie się 8-13 lipca w miejscach położonych w obrębie Traktu Królewskiego. Nowością festiwalu będzie pierwszy Script Festiwal, w ramach którego przeprowadzone zostaną wykłady, seminaria oraz specjalne spotkania z najlepszymi polskimi i zagranicznymi twórcami scenariuszy. Ponadto zrealizowane zostaną cztery programy szkoleniowe „One on One”, „Nowela Filmowa”, „Pomysł na serial” oraz „Maraton krótkometrażowy”. Co więcej po raz czwarty przyznane zostaną nagrody w ramach Międzynarodowego Konkursu na Film z Najlepszym Scenariuszem.

Warte zobaczenia

Jak co roku Festiwal Lato Filmów obejmie kilkanaście pasm filmowych. Na szczególną uwagę widzów zasługują odbywające się w ramach pasma „Nowa fala 50 lat później” – filmy jednego z nestorów tego nurtu Jean Luc Godarda. Będą one uzupełnione filmami takich twórców jak Claude Chabrol, Eric Rohmer, Francois Truffaut, Alain Resnais. Miłośnicy kina będą mogli zapoznać się także z retrospektywną twórczością Luciana Pintilie, uważanego za ojca kina rumuńskiego. Zobaczymy między innymi nie pokazywane dotąd w Europie filmy kubańskie i filmy ukazujące życie w Korei.

Pozostałe atrakcje

Organizatorzy nie zapomnieli również o dzieciach – poranki festiwalowe będą przeznaczone właśnie dla najmłodszych uczestników imprezy. Przedstawiony zostanie także dorobek wybitnych polskich scenarzystów. Uwieńczeniem festiwalu będzie uroczyste uhonorowanie jednego z nich „Piórem Mistrza”. Z pewnością młodych twórców zainteresuje możliwość udziału w konkursie na najlepszy film niezależny oraz najlepszą etiudę studencką. Formularze zgłoszeniowe znajdują się na stronie www.latofilmow.pl. Całości towarzyszyć będą koncerty polskich oraz zagranicznych wykonawców, wystawy oraz wykłady prowadzone przez wybitnych znawców kina. Organizatorzy zapowiadają wspaniałą zabawę zarówno dla starszych jak i młodszych. Szczegółowy program znajduje się na stronie http://latofilmow.pl/index.php?id=9713dd81b9d61a5.

Anna Piękoś

Opublikowane na stronie eurostudent.pl

14-Festiwal-Filmowy-8211-po-raz-kolejny-w-Warszawie,artykul,2270,artykuly.html

Od kołyski z językiem angielskim


2010
07.01

„Dzień Dziecka”- to szansa dla rodziców by podarować swoim pociechom oryginalny prezent. Przy tej okazji może warto połączyć przyjemne z pożytecznym i zadbać nie tylko o dobre samopoczucie dziecka ale i o jego edukację. Taką możliwość stwarza autorski program Anny Rattenbury „MUSICAL BABIES”.

Program ten znalazł się w gronie laureatów VI edycji Konkursu „European Language Label – Europejski Znak Innowacyjności w Zakresie Nauczania Języków Obcych”. Są to muzyczno – ruchowe zajęcia w języku angielskim skierowane do maleństw od szóstego miesiąca życia do trzech lat. Zajęcia prowadzone są w trzech grupach wiekowych: 6 miesięcy-1 roku, 1-2 lat, 2-3 lat. Grupy są zwykle 10 osobowe. Lekcja trwa 30 minut dla dzieci najmłodszych (do roku życia) oraz 40 minut dla dzieci w pozostałych grupach. Po zajęciach maluszki przez 20 minut mają możliwość do wspólnej zabawy, zaś ich opiekunowie do rozmowy.

Spotkania w ramach programu „Musical Babies” odbywają się w Krakowie od września 2007 roku w Centrum Językowym Mova oraz w Dworku Białoprądnickim. Pełną listę miast i adresów instytucji, w których realizowany jest ten innowacyjny program nauczania można znaleźć na stronie http://www.musicalbabies.pl/. Cena oraz częstotliwość zajęć w poszczególnych miastach jest niezwykle zróżnicowana. Przykładowo w Centrum Językowym Mova za karnet semestralny (1 godz. w tygodniu co daje 17 godz. w semestrze) zapłacimy 280 zł. Przy czym pierwsze zajęcia są zajęciami pokazowymi czyli bezpłatnymi. Ponadto rodzice uiszczają także opłatę wpisową w wysokości 50 zł. Jest to kwota za którą dzieci otrzymują płytkę CD oraz książeczkę z piosenkami i rymowankami Musical Babies.

Wśród krakowian zajęcia cieszą się dużym zainteresowaniem. Zapisy na nie odbywają się już od sierpnia, lecz w miarę wolnych miejsc można dołączyć do grupy już istniejącej w ciągu roku. W celu zgłoszenia dziecka do udziału w zajęciach wystarczy wypełnić zamieszczoną na stronie internetowej ankietę zgłoszeniową.

Dzięki tym zajęciom dzieci za pomocą rymowanek i piosenek angielskich poznają proste słowa i zwroty angielskie. Dodatkowo osłuchują się z językiem angielskim, wykształcają wyczucie rytmu, nabywają umiejętność słuchania. Co więcej mają możliwość zabawy z innymi dziećmi w podobnym wieku. Profity z uczestnictwa w zajęciach odnoszą także rodzice i opiekunowie dzieci. Poznają oni bowiem rymowanki i piosenki, które mogą wykorzystać w trakcie wspólnej zabawy w domu. Jest to także świetna okazja na spotkanie rodziców innych dzieci, wymianę z nimi opinii, a nawet nawiązanie nowych znajomości. Ponadto jak twierdzi matka 2-letniej Ewy – „cena oraz czas poświęcony mojej córeczce jest tego wart. Umysł dziecka jest bowiem niezwykle chłonny i jestem głęboko przekonana iż nauka od wczesnych lat zaprocentuje na przyszłość”.

Anna Piękoś

Lingwista na łańcuchu


2010
07.01

Czy psy na całym świecie porozumiewają się w ten sam sposób? Czy ich język jest uniwersalny? Czy rozumieją komendy i polecenia wydawane w innych językach? Czy tak jak ludzie mogą nauczyć się języków obcych?

Psy jako zwierzęta stadne i hierarchiczne posiadają własny język nie tylko aby porozumiewać się między sobą ale i po to by ustalać struktury. Niestety ze względu na budowę strun głosowych nasi pupile nie stosują zbyt bogatych form wypowiadania się. Najczęściej używanym sposobem na wyrażenie swoich emocji jest szczekanie. Towarzyszyć mu mogą: piszczenie, skomlenie, wycie lub warczenie. Naturalnie w repertuarze tym kryje się sporo znaczeń. Ponadto jak mówi zoopsycholog – Fera Bieńkowska – „U psów równorzędne znaczenie jak głos ma mowa ciała. Pies mówi całym sobą, spojrzeniem, ułożeniem uszu, uniesieniem lub rozluźnieniem warg, pokazaniem zębów, kształtem grzbietu – ba nawet ułożeniem sierści na tym grzbiecie, a najwyraźniej mówi ogonem. Psy to zwierzęta inteligentne, ich system komunikacji jest skomplikowany i myślę, że wcale nie gorszy niż ludzki – może jedynie z wyjątkiem pojęć abstrakcyjnych.” Niezwykle istotne staje się więc poznanie podstaw tego języka oraz nauka umiejętnego ich odczytywania. Umożliwia ona bowiem zrozumienie odczuć psa i pomaga w budowaniu silnej więzi między zwierzęciem, a właścicielem.

Jak one szczekają…

Niestety większość z nas zdaję się nie rozumieć swoich czworonogów. Nawet w poszczególnych krajach ludzie różnie interpretują dźwięki wydawane przez psy. Przykładowo dla Amerykanów szczekają one – woof, wolf, Bułgarów – bau-bau, Greków – ghav, ghav, Tajlandczyków – hoang, hoang, zaś dla Polaków – hau, hau. Zagadnienie to opisuje na forum użytkownik podpisujący się jako anupcs – „Urodziłem się i wychowałem w Indiach toteż moim ojczystym językiem jest Hindi. Jedną z bardziej zabawnych różnic kulturowych, którą dostrzegłem pomiędzy mną, a moją pochodzącą z Chin żoną jest rozbieżność w tym jak słyszymy szczekanie psów. Dla niej psy przy szczekaniu wydają dźwięk wang-wang dla mnie brzmi to bardziej bho, bho”. W kwestii tej wypowiedział się behawiorysta zwierzęcy i psycholog – Andrzej Kłosiński. Uważa on iż na całym świecie psy szczekają w taki sam sposób. Według niego słyszane przez ludzi różnice w szczekaniu mają związek z subiektywną interpretacją przedstawicieli poszczególnych państw. Wynika to przede wszystkim z różnic w słyszeniu niektórych dźwięków. Przykładowo w języku Hindi nie ma „W” czy też „V” tylko dźwięk pośredni.

Zrozumieć swego Pana

Ludzie nie wiedzą jak „rozmawiać” ze swoim psem, nie rozumieją jego zachowań i wydawanych przez niego sygnałów. Spośród bogatego repertuaru stosowanego przez nasze czworonogi człowiek najtrafniej interpretuje warczenie. Pojawiają się więc coraz to nowsze urządzenia mające nam w tym pomóc jak chociażby zastosowany w izraelskich więzieniach program komputerowy, który pozwala strażnikom więziennym nie tylko właściwie rozszyfrować szczekanie psów ale i zidentyfikować jego znaczenie. Dzięki temu programowi unikają oni nieporozumień oraz mogą szybciej zareagować jeśli pies szczeka z powodu czegoś podejrzanego. Inaczej sprawa przedstawia się z punktu widzenia zwierzęcia. Niemieccy naukowcy dowiedli iż psy rozumieją więcej niż nam się do tej pory wydawało. Obiektem ich badań był owczarek szkocki – collie o imieniu Rico. Testy wykazały że Rico rozumiał ponad 200 słów, a jego rozwój można porównać do rozwoju 2-3 letniego dziecka. Ponadto zwierze niezwykle szybko przyswajało sobie nowe słowa. Rico poszedł nawet kilka kroków dalej „domyślając się” znaczenia słowa używanego przez jego właściciela. Owczarek szkocki 7 na 10 razy był w stanie przynieść zabawkę o którą prosił opiekun i o której wcześniej nie słyszał. Jak podaje zamieszczony na stronie http://www.wired.com/- artykuł ” Dogs Understand Human Language”- Psy uczą się nowych słów stosując zasadę wykluczenia. Polega ona niejako na „uświadomieniu sobie” że skoro znane mu przedmioty mają już przypisane nazwy, nieznane mu słowo musi dotyczyć nowego obiektu”. Ciekawe jest to że po miesiącu Rico nadal pamiętał nazwy nowych zabawek. Zdolność ta sugeruje, że ten rodzaj uczenia się nie jest unikalny tylko dla ludzi. Co więcej badania przeprowadzone przez Patricia McConnell z Zakładu Zoologii na Uniwersytecie Wisconsin Madison wskazują na to iż modulacja głosu, jego ton, a nawet długość dźwięku mają wpływ na to jak na wypowiadane przez nas słowo zareaguję zwierzę. McConnell najbardziej zainteresowana była poznaniem sygnałów wykorzystywanych do zmiany poziomu aktywności psa. Dowiodła ona, że niezależnie od kultury i używanego języka krótkie, powtarzane kilkakrotnie dźwięki powodują wzrost aktywności zwierzęcia zaś te wypowiadane jednokrotnie, długo – jej spadek. Z tą opinią zgadza się Andrzej Kłosiński – „ Psy zwracają uwagę na subtelne znaczenie, jakie niesie intonacja głosu czy też język ciała podczas gdy my jesteśmy skupieni na semantycznej wartości przekazu. By jednak pies nauczył się rozumieć i rozróżniać komunikaty zawarte zarówno w przekazie werbalnym jak i w tonacji głosu musi mieć kontakt z człowiekiem”.

Język – to żadna bariera

Na całym świecie, człowiek komunikuje się z psami. Nasuwa się więc pytanie – „Czy psy rozróżniają języki i czy jest możliwe by się ich uczyły”. Jako pierwszy w tej kwestii wypowiedział się mówiący po kurdyjsku, arabsku i angielsku – Tayan. Jest on właścicielem owczarka niemieckiego o imieniu Slevin. Oboje mieszają obecnie w Irlandii. Zapytany o to w jakim języku wydawane komendy wykonuje jego pies, odpowiada – „ Do tej pory rozumiał tylko komunikaty wydawane po angielsku. Zapewne dlatego że rozmawiając i bawiąc się z nim używałem tylko tego języka. Niedawno odkryłem że za sprawą taty, który spędzał z nim ostatnio dużo czasu Slevin nauczył się „rozumieć” język kurdyjski. Na tak samo postawione pytanie swojej odpowiedzi udzieliła urodzona i wychowana w Rosji – Tatiana – „ Od dwóch lat jestem związana z Holendrem. Obecnie oboje przebywamy w Hiszpanii. Nasz pies wabi się Bobo i jest buldogiem francuskim. Reaguje on tylko i wyłącznie na komendy wydawane po holendersku. Kilka razy próbowałam mówić do niego po rosyjsku ale Bobo tylko merdał ogonem i wpatrywał się we mnie bardzo zakłopotany. Dlatego to ja uczę się jak powinny brzmieć komendy w języku holenderskim, nie chcę dezorientować naszego psa.” Są też i tacy, którzy uważają że bez względu na to jakim językiem się posługujemy psy rozumieją co od nich oczekujemy. Pochodzący z dzielnicy Pinetown w Kwa-Zulu Natal w Południowej Afryce student podróżuje po całym świecie. Podczas swoich wypraw zauważył iż wszędzie gdzie był psy rozumiały słowo VOETSEK co oznacza odejdź, zostaw mnie w spokoju. Powyższe wypowiedzi podsumowuje zoopsycholog Fera Bieńkowska – „ Miałam kiedyś do czynienia z rocznym dobermanem wychowywanym w Niemczech. Pies był wyszkolony i natychmiast wykonywał komendy wydane w języku niemieckim. Polskich komend nauczył się w ciągu tygodnia. Po tygodniu był psem „dwujęzycznym”. Fascynujące było jak naturalnie się uczył, jak kojarzył czego się od niego oczekuje i jak bezbłędnie łączył polskie komendy z tym co już znał po niemiecku. Nie sądzę żeby pies miał świadomość, że są różne języki, myślę jednak że potrafi zrozumieć, że na określenie jednej komendy czy czynności może być kilka słów, czy gestów. Z jego perspektywy to pewnie jeden bardzo dziwny i trudny język”. Reasumując psy doskonale pojmują ludzkie zachowanie, intencje oraz emocje. Wszystko wskazuje także i na to, że są w stanie nie tylko zrozumieć ludzką mowę, ale i przyswoić sobie polecenia wydawane w języku obcym. Wszystko zależy jednak od zaangażowania człowieka. Im więcej czasu poświęci on swojemu podopiecznemu tym efekty będą bardziej widoczne. Niestety na postawione na początku artykułu pytania nie można jednoznacznie odpowiedzieć. Nadal bowiem trwają badania i zgłębiana jest wiedza dotycząca porozumiewania się ludzi ze zwierzętami. Bez względu jednak na to jakie byłyby ich wyniki – pies pozostanie najlepszym przyjacielem człowieka.

autor: Anna Piękoś

Zobacz więcej na stronie studium:

Lingwista na łańcuchu